Please enable JS

Opera Loudspeakers Polska - Prasa


Wśród wszystkich konstrukcji tego testu Opera Quinta SE wcale nie jest "naj" pod żadnym oczywistym względem. Nie jest największa ani najmniejsza, najmniej ani najbardziej skomplikowana, a jednak... Jest najbardziej klasycznym przykładem konstrukcji trójdrożnej, chyba najmniej kontrowersyjnej, wolnej od zaskakujących rozwiązań technicznych, estetycznych, a także brzmieniowych, które mogłyby polaryzować opinię. Jednocześnie wcale nie jest to kolumna prymitywna. Wręcz przeciwnie - wyróżnia się nie tylko gruntowną solidnością, ale nawet wyrafinowaniem; stwierdzamy obecność doskonałych przetworników, eleganckiej obudowy, profesjonalnego zestrojenia, wszystkiego mamy pod dostatkiem. I tutaj muszą być zaszyte jakieś kompromisy, lecz nie są one wyraźne w żadnej dziedzinie. Nawet jeżeli oczekujemy takich zalet na tym pułapie cenowym, to wcale nie wszystkie propozycje za blisko 20 000 zł mają tak wszechstronne "kompetencje". W gruncie rzeczy to samo (tylko inaczej) napisałem już dwa lata temu, w teście modelu Seconda. Włoska firma trzyma poziom, co tym bardziej zaskakujące, że jest... włoska. Wszyscy mamy szacunek dla włoskiej sztuki, designu, techniki też, i włoskich projektów audio, ale przecież wiemy, że, co prawdziwie włoskie, naprawdę nie jest tanie. Chodzi więc znowu o relację jakości do ceny, która w przypadku włoskich produktów nie zawsze jest tak atrakcyjna, jak one same...


Z kolumnami marki Opera mieliśmy już okazję zapoznać się podczas testu flagowych zestawów Grand Callas. Teraz przyszła pora na coś znacznie prostszego i tańszego, choć zbudowanego dokładnie w ten sam sposób, co widać już na pierwszy rzut oka. Monitory o nazwie Mezza otwierające katalog Opery zostały wykonane w tej samej fabryce we włoskim Treviso. Nawet niewtajemniczony meloman dostrzeże tu podobne, zaokrąglone kształty i naturalne materiały, na które zwróciliśmy uwagę w recenzji flagowych podłogówek. Opera może i nie ma tak bogatego portfolio produktowego, jak większość dużych firm głośnikowych, ale z pewnością wie, jak wpasować się w gust audiofilów i przedstawicielek płci pięknej. Co ciekawe, w gronie osób zarządzających marką jest kilka kobiet i może to dzięki nim tak piękne przedmioty mogły w ogóle powstać. Myśląc o najtańszych zestawach w katalogu, przed oczami stają nam zwykle jakieś surroundy lub kanciaste skrzynki wykończone paskudną okleiną, ale Opera takich rzeczy nie robi, co widać na przykładzie opisywanych monitorów.


Na początku przyznam się bez bicia i będziemy to mieli za sobą, dobrze? Jestem ogromnym fanem włoskiego sprzętu audio. Oczywiście nie tylko, bo w mojej pierwszej piątce znalazłyby się także urządzenia brytyjskie, polskie, japońskie i skandynawskie, jednak kiedy mam przetestować kolumny czy wzmacniacz ze słonecznej Italii, jestem do niego już z gruntu nastawiony pozytywnie. To samo zresztą obserwuję zwiedzając duże wystawy sprzętu audio. Nie mam na twarzy wymalowanej polskiej flagi, więc wykluczam różne narodowościowe uprzedzenia ze strony wystawców, a jednak to właśnie z producentami i dystrybutorami z Wielkiej Brytanii, Skandynawii, USA, Włoch i praktycznie całej Azji rozmawia mi się najlepiej. Włoski sprzęt to dla mnie przede wszystkim nietuzinkowe wzornictwo, przyjemne, ludzkie brzmienie i ekstremalnie wysoka jakość wykonania. Czasy, gdy na ich podejście do detali można było ponarzekać, dawno już minęły. Od wielu lat włoski sprzęt to przykład prawdziwie perfekcyjnej, europejskiej roboty. Sonus Faber, Albedo, Unison Research, Diapason, Pathos, Audio Analogue, Aqua, Diesis Audio, Chario, Torqueo Audio to tylko kilka marek, które wywołują u audiofilów szybsze bicie serca. Jest jednak firma, i to całkiem spora, od lat przez miłośników dobrego brzmienia niedoceniana - Opera.


Przyznaję, że w ciągu dwudziestu lat "Audio" testowaliśmy kolumny firmy Opera z grubsza tyle razy, ile sam w tym czasie byłem w operze - czyli kilka. Może z tym "kilka" trochę przesadzam, robiąc z siebie większego miłośnika opery, niż nim jestem w rzeczywistości. Zatem może raz, może dwa, a może... Teraz jednak dobrze się składa, bo jestem do opery nastawiony tak przychylnie, jak nigdy wcześniej, będąc pod wrażeniem występu Marka Kaliszuka w roli Marii Callas, oczywiście w programie "Twoja twarz brzmi znajomo". Czy już się skompromitowałem dostatecznie? Tak czy owak, zaraz przetestuję kolumny, które, jak wiele na to wskazuje, faktycznie są dedykowane miłośnikom klasyki, chociaż chyba nie tylko opery. I niech się wstydzi ten, kto... czyta. Firma Opera u swoich początków (ćwierć wieku temu) dodatkowo podkreślała swoją adorację dla opery, nazywając pierwsze konstrukcje nazwiskami słynnych głosów operowych - Caruso i Callas. Potem były Operetta i Divina, dzisiaj nazwy operowych konstrukcji również trzymają się blisko tego stylu. Zarówno nazwa firmy, jak i jej pochodzenie wyraźnie sugerują, czego się spodziewać, zarówno od strony estetycznej, jak i brzmieniowej. Zresztą jedno do drugiego pasuje: Opera to dziecko kultury włoskiej, a włoskie kolumny mają zwykle klasyczną, arystokratyczną aparycję.


W dobie galopującej cyfryzacji i pogoni za coraz gęstszymi, bardziej doskonałymi formatami zapisu dźwięku, dobrze jest od czasu do czasu przypomnieć sobie o rozwiązaniach, które skutecznie opierają się próbom spychania ich do lamusa. Wręcz przeciwnie - codzienna gonitwa stwarza coraz większą potrzebę ucieczki do świata, w którym najbardziej docenia się to, co szlachetne, sprawdzone i nieziemsko dopracowane. Audiofile mają co najmniej kilka bram do takich bajek - jedną z nich jest szeroko pojęty vintage, inną - świat gramofonów i płyt winylowych, a jeszcze inną - wzmacniacze lampowe. Niewielu jest melomanów, którzy spróbowali kontaktu ze szklanymi bańkami i odeszli od nich bez jakichkolwiek emocji. Z jednej strony technologia lampowa oferuje jedyne w swoim rodzaju brzmienie, z drugiej natomiast trudno jest zaprzeczyć, że urządzenia te mają w sobie jakiś czar. Większość z nich przyciąga wzrok i wygląda pięknie, a jeśli do tej układanki dodamy jeszcze włoskie wyczucie stylu, otrzymujemy coś, co od wielu lat funduje nam Unison Research. Firma ta bez wątpienia jest jedną z największych i najlepiej rozpoznawalnych na świecie jeśli chodzi o wzmacniacze lampowe, a przecież jest także odpowiedzialna za hybrydową serię Unico i mocno powiązana z wytwórnią zestawów głośnikowych Opera Loudspeakers. Jeżeli jest ktoś, kto o funkcjonowaniu tych firm wie praktycznie wszystko, to jest to właśnie ten uśmiechnięty facet na zdjęciu - Bartolomeo Nasta. Podczas jego wizyty w Warszawie postanowiłem zadać mu kilka pytań. Oto zapis naszej rozmowy.


W warszawskim salonie Ministerstwo Dźwięku rozpoczął się wczoraj Tydzień Włoski - akcja promująca elektronikę Unison Research i kolumny Opera. Pierwszy dzień akcji był wyjątkowy z kilku względów. Impreza zorganizowana w, bądź co bądź, niewielkim sklepie została otwarta ze sporym rozmachem. Wszyscy goście oprócz włoskiego brzmienia mogli skosztować także pysznych makaronów, krewetek i win, a oprócz audiofilów chcących zaznać tych rozkoszy i pracowników salonu, do Ministerstwa Dźwięku przyjechali także przedstawiciele dystrybutora, dziennikarze, dealerzy z innych miast oraz gość specjalny - właściciel obu marek i kierownik fabryki mieszczącej się w malowniczym Treviso - Bartolomeo Nasta. Coś nam mówiło, że warto będzie przyjechać do sklepu na Krakowskiej z samego rana i była to dobra decyzja, ponieważ tuż przed południem zaczęło się już robić dość tłoczno i pewnie mielibyśmy problem z wykonaniem zdjęć ukazujących to, nowe na audiofilskiej mapie Warszawy, miejsce. A propos, nazwa Ministerstwo Dźwięku nie jest nowa - sklep przez wiele lat mieścił się przy ulicy Tamka, jednak przedłużający się remont związany z budową drugiej linii metra skutecznie wykurzył z tej okolicy wielu przedsiębiorców. Pojawiły się problemy z dojazdem i parkowaniem, co po jakimś czasie przesądziło o przeniesieniu salonu. Decyzja była pewnie słuszna, bo nawet po pospiesznym otwarciu ulicy Świętokrzyskiej na Tamce wciąż ciężko jest zaparkować, natomiast przy Krakowskiej - luz, spokój i własny parking przed samymi drzwiami.

Kiedy w rozmowach pojawia się temat włoskich kolumn, przed oczami stają nam wyrafinowane wzorniczo skrzynki, wykończone szlachetnymi fornirami, skórą i złotymi detalami. Bardziej przypominają dawne instrumenty niż sprzęt hi-fi. W trend ten idealnie wpisują się kolumny pochodzące z niewielkiej manufaktury ulokowanej w Treviso, na północ od Wenecji. Panie i panowie, pora na Operę. Firma Opera Loudspeakers powstała 25 lat temu. Jej założyciele, wybierając taką, a nie inną nazwę, od razu podkreślili charakter swoich produktów, a pierwsze kolumny - Caruso - zapoczątkowały serię konstrukcji upamiętniających liryczne głosy operowe. Obecnie oferta włoskiej wytwórni składa się z dwóch linii, Classica i Callas. Znajdziemy wśród nich kilka modeli podłogowych, dwa monitory i głośnik centralny. Od kilkunastu lat Opera wraz ze znanym producentem wzmacniaczy Unison Research tworzy grupę Advanced Research In Audio (A.R.I.A.), co przy okazji tłumaczy stylistyczne pokrewieństwo urządzeń obu marek. Pierwotne założenia nie uległy zmianie. Wszystkie kolumny są wykonywane ręcznie przez wykwalifikowanych rzemieślników bez pośpiechu, za to bardzo starannie. Może właśnie dlatego o kolumnach z Italii mówi się, że mają duszę.

Pięknie i średnio drogo. To firmowy debiut - Opera pojawia się w Audio po raz pierwszy. Czy wybrała sobie dobry moment? Po prawdzie to my wybieraliśmy. Małe monitorki wydają są najbardziej charakterystycznym produktem włoskiego przemysłu głośnikowego, jednak słowo 'wydają się' jest tu kluczowe. W ofercie Opery zdecydowanie dominują bowiem kolumny wolnostojące. Opera lubi nie tyle małe monitorki czy w ogóle monitory, co małe głośniki nisko-średniotonowe, które zdominowały całą serię Callas, do której Mini należy. O ile w podstawkowcach 11 cm głośnik nisko- -średniotonowy jest rzadkością, którą jednak zdarza się spotkać, to nie przypominam sobie żadnej klasycznej wolnostojącej audiofilskiej konstrukcji (nie biorę więc tu pod uwagę głośnikowych słupków z zestawów kina domowego), która posługiwałaby się takimi przetwornikami - a model SP bazuje na dwóch 'jedenastkach' i dwóch... tweeterach - jeden umieszczono z tyłu. Większe Diva i Divina mają już 15 cm nisko-średniotonowe (pierwsza dwa, druga aż cztery). Dopiero w tańszej serii Classica spotykamy konstrukcje z głośnikami 17 cm - jeden monitor i dwa podłogowce. I nic nie zapowiada takiego fajerwerku, jakim jest flagowiec Opery - potężny Tebaldi, z dwoma 20 cm głośnikami niskotonowymi i dwoma membranami biernymi na bocznej ściance, dwoma 17 cm nisko-średniotonowymi z przodu, i czterema... tweeterami... z tyłu!